Google czasem jednak trochę potrafi przesadzić.
Doodle na stronie głównej nie dość, że pojawiają się coraz częściej (a ja ze względu na ostatnio brak wolnego czasu w ogóle ich nie dodaję na bloga) to jeszcze są coraz bardziej multimedialne (jak np. ) i coraz mniej przypominają literki Google. W zasadzie dzisiaj z okazji Świąt Bożego Narodzenia wyrazu Google już nie przypominają w ogóle
No chyba, że ktoś z Was potrafi w jakiś sposób odnieść te animowane, interaktywne obrazki do logo google w inny sposób niż powiązanie kolorystyczne?
Użyty oczywiście wyłącznie JavaScript. Zero Flasha.
W filmiku poniżej także Świąteczne życzenia ode mnie ^____^
Wrocławska Fontanna Multimedialna zmieniła nieco stronę główną. Animacja nie przedstawia już pojedynczej dyszy i kilku kapiących w taflę wody kropel.. Teraz widzimy dysze wyrzucające wodę do góry w kształty znane z naszej kochanej Fontanny Multimedialnej... a po kilku sekundach pojawia się baletnica... ta sama, która zachwyca nas od roku w pokazie "Piękna i Bestia".
FIGARO
(misurando)
Cinque...
Dieci....
Venti...
Trenta...
Trentasei... quarantatre
SUSANNA
(specchiandosi)
Ora si ch'io son contenta;
sembra fatto inver per me.
Guarda un po', mio caro Figaro,
guarda adesso il mio cappello.
FIGARO
Si mio core, or e piu bello,
sembra fatto inver per te.
SUSANNA e FIGARO
Ah, il mattino alle nozze vicino
quanto e dolce al mio/tuo tenero sposo
questo bel cappellino vezzoso
che Susanna ella stessa si fe'.
Świetna sztuka! Piękna muzyka... i śpiew również. Szczególnie Suzanny.
Fragment poniższego tekstu został pierwotnie opublikowany na MMWrocław.pl
Ostatnio sporo się dzieje. W sobotę byłem w Aquaparku... 2 godziny - zamiast na basenie głównie spędzone w saunach. Całkiem ciekawe doznanie ;)
W piątek zaś, miałem okazję pójść na premierę The Book of Eli..
O Avatarze z 4 stycznia w IMAX-ie i 14 stycznia w Multikinie nie będę wspominał, bo już tyle recenzji i opinii było, że szkoda się powtarzać ;) ale o nowym filmie mogę trochę opowiedzieć, jako, że recenzję umieściłem jeszcze na innym serwisie ;)
No więc: Recenzja o postapokaliptycznej wizji wskrzeszającej się cywilizacji:
W tym roku obejrzeć będziemy mogli przynajmniej dwa postapokaliptyczne obrazy. "Księgę Ocalenia" (The Book of Eli) oraz "Drogę" (The Road), z której wypuszczeniem polskie kina na razie zwlekają.
Jak w większości tego typu filmów motywem przewodnim jest walka o przetrwanie (najczęściej tylko o własne) połączona z tułaczką. "Droga", "Jestem legendą", czy nieco zabawny "Wysłannik Przyszłości" - w każdym z nich, główny bohater przemierza obszary pełne zniszczonych domów, samochodów, ulic. Nie inaczej jest w Księdze Ocalenia. Wizualne przedstawienie Stalkerowego obrazu zniszczenia (znany zarówno z gry komputerowej jak i filmu) jest wyśmienite.
Cały film jest utrzymany w bardzo suchym, niemalże pustynnym klimacie. Mi osobiście wiele scen przypominało wyobrażenie piekła rodem z "Constantine" (poniżej) z tą różnicą, że w piekle wszystko wokół zjadane było przez ogień, tutaj zaś niszczącym żwyiołem jest piasek i promienie słoneczne.
Wykreowaną świetną grafiką atmosferę psują jednak niektóre niedopracowane elementy jak jedna, nowiutka, niezakurzona opona, która pojawia się przed gankiem jednego z domostw czy nieskazitelnie biały uśmiech Eli'ego który przecież przez 30 lat nie widział na oczy pasty do zębów i żywił się niemalże padliną. Tutaj małe wtrącenie na temat głónego bohatera - we wspomnianym wcześniej filmie (oraz w książce) "Droga" również pojawia się postać niemalże niewidomego, starego wędrowca o imieniu Ely. Zbieżność dosyć ciekawa, jeśli wdać by się w charaktery obu postaci i podobieństwa ich imion.
Księga Ocalenia nie jest filmem przeciętnym. Zarówno bohater, jego motywy jak i ludzie których spotyka na swojej drodze, nie są typowe dla tego rodzaju filmów. To dobrze! Brakuje ostatnio kina, które nie byłoby przewidywalne! Ten film nie jest. A o ile przyjemniej ogląda się zaskakujący film.
Spotykamy więc czarnoskórego Eli'ego (Denzel Washington). Poza potrzebą przeżycia w ciężkich warunkach, zaspokajania głodu i pragnienia, podczas gdy brak deszczów sprawił, że woda jest towarem luksusowym, a najprostrzym sposobem na znalezienie pożywienia jest zjedzenie innego człowieka, Eli ma cel. Zmierza na Zachód z wyjątkową (pod koniec okazuje się, że nawet bardzo wyjątkową) Księgą.
Wiara w Boga jest w filmie tematem kluczowym, uzupełniającym tylko motyw potrzeby odbudowania cywilizacji (który był głównym wątkiem "Wysłannika Przyszłości"). Czym bowiem jest wiara? Na to pytanie Eli odpowiada: "Wiara jest czymś co nie ma sensu. Wiara jest wtedy, gdy wiesz, mimo, że nie wiesz". Każdy według swoich przekonań może chyba te słowa zinterpretować na własny sposób. Eli kieruje się zasadami chrześcijańskimi. Spotyka zaś na swojej drodze ludzi z nowego pokolenia - głównie kanibali, morderców, rabusiów. Po 30 latach od wojny zanikły zarówno umiejętność czytania jak i wszelkie dogmaty religijne i etyczne. Ludzie sprzed czasów wojny (w tym Eli) uważają, że jedynym sposobem na ratunek dla ludzkości jest ponowne krzewienie religii. Dla jednych - sposobem na odzyskanie demokracji i wolności - dla innych - możliwością wprowadzenia dyktatury.
Czy jednak faktycznie coś, co niemalże wyniszczyło gatunek ludzki, może go uratować? Tę i inne kwestie, po obejrzeniu filmu, chyba każdy powinien przemyśleć sam we własnym sumieniu.
Eli, krocząc swoją ścieżką próbuje nie dostrzegać zła, które nieustannie spotyka na każdym kroku. Twierdząc, że nie jest to jego problem podąża dalej, zapominając, że najważniejsze w słowach Księgi którą niesie, jest przede wszystkim ich wypełnianie. Mistyczna przemiana która następuje w nim w połowie filmu może przywodzić na myśl tułaczkę i poszukiwanie Własnej Legendy z "Alchemika", Paula Coehlo.
Zmuszającym do refleksji tematom towarzyszy bardzo ciekawy sposób kręcenia filmu. Tempo przez cały czas trwania filmu jest bardzo wolne. Duża liczba spowolnień, zarówno typu "bullet-time" podczas scen dynamicznych, jak i spokojnych ruchów kamery w momentach ciszy i wędrówki nadają temu filmowi wyjątkowy i niesamowity klimat. Tych pierwszych z kolei nie jest zbyt wiele, mimo, że Eli posiada spory arsenał: łuk, maczety i broń palną. Co więcej - używa jej bezbłędnie. Nie jest to jednak typowe kino s-f gdzie widz nie może nadążyć za akcją i za rosnącą w tempie eksponentalnym ilością zwłok. Muszę przyznać, że nie przywykłem do tak stonowanych widoków serwowanych przez producenta, którym jest Joel Silver.
Ciężko w zasadzie znaleźć prawidłowe porównanie do jakiegokolwiek istniejącego filmu. Jedyny, który naprawdę wydaje mi się podobny pod względem treści jest film pod tytułem "O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji" - chyba jedyny poza "Seksmisją postapokaliptyczny film s-f produkcji polskiej.
Uważam, że Księga Ocalenia to warty obejrzenia film. Sposób opowiedzenia całej historii jest nietypowy a nieprzewidywalnośc fabuły powoduje, że nie jest nudny, oczywiście, jeśli zdzierżymy przez dwie godziny nieco natarczywe wątki religijne przedstawiane w nadal jednak Hollywodzkim stylu.
Aha, odebrałem dzisiaj Kalendarz Astronomiczny 2010. Piękna sprawa. Ten z 2009 roku był wg mnie trochę ładniejszy, ale temu również niczego nie brakuje. Mniaaaami :)
Where are we?
What the hell is going on?
The dust has only just begun to fall
Crop circles in the carpet
Sinking feeling
Spin me round again
And rub my eyes,
This can't be happening
When busy streets a mess with people
Would stop to hold their heads - heavy
Oily marks appear on walls
Where pleasure moments hung before
The takeover,
The sweeping insensitivity of this still life
Hide and seek
Trains and sewing machines
All those years
They were here first
Oily marks appear on walls
Where pleasure moments hung before
The takeover,
The sweeping insensitivity of this still life
Hide and seek
Hide and seek
Trains and sewing machines
All those years
They were here first