Jest godzina 22. Właśnie skończyłem oglądać Matrix Revolutions. :)
Za każdym razem gdy oglądam ten film dochodzę do wniosku że jest z razu na raz piękniejszy. Nie wiem jak można zrobić coś tak wspaniałego. Wizje artystyczne przedstawione przez Wachowskich są po prostu rewelacyjne... zarówno pod względem wizualnym, muzycznym jak i fabularnym. Że ktoś niby mówił, że Rewolucje to najnudniejsza część? Hm... rozumiem w jaki sposób można dojść do takich wniosków - tylko i wyłącznie przez negatywne nastawienie na samym początku filmu oraz brak jakiegokolwiek zrozumienia tego co w filmie jest i co miało zostać przekazane. Nie wiem dlaczego, ale za każdym raem gdy oglądam tą część.... po prostu jestem zachwycony... W identycznym niemal stopniu jak wtedy... gdy siedziałem w sali kinowej i podziwiałem to cudo po raz pierwszy...
Mniami!
Matrix się skonczył... a dlaczego go w ogóle włączyłem? Po pierwsze dlatego, że dopadła mnie choroba jakaś wstrętna i łupie mnie praktycznie wszędzie.. od głowy przez plecy.... no nie zagłębiajmy się. Okropnie się czułem jeszcze 4 godziny temu, gdy razem z Agnieszką pojechałem na dworzec, kupić bilet i odesłać tę Linuxową dziewoję do domciu.
Jak mnie trzęsło z zimna to nawet najdawniejsi indianie nie wiedzą!
Na szczęście o 18 wróciłem spowrotem do akademika, z obliczem, jak to podsumował Bartek "jakby mnie TIR potrącił"... Ale na szczęście herbatka miętowa w dużych ilościach... dużo cukru i kawałek ciasteczka... i człowiek czuje się trochę lepiej. Zrobiłem sobie mięsko w postaci kotleta schabowego... i w sumie tyle... w dalszym ciągu faszeruję się miętą (co prawda z paczki, no ale co ja poradzę, że prawdziwej tu nie ma!).
Fakt faktem, że Matrixa Rewolucje i tak już dzisiaj oglądałem.. .jakoś pomiędzy 4 a 6 rano... Siedząc nad
Sprawozdaniem z Fizyki w wersji English.... (dodałbym pure English! :/ ) i później - próbując zgadnąć o co chodzi w
30 stronnicowym bryku z Organizacji Systemów Komputerowych (hasło do .PDF-a to:
zrsk-OSK-08 )... a dokładniej z języka binarnego: kod NKB, Gray'a, Aikena, ZM, BCD8421, BCD Plus 3,...bla, bla, bla... No i jakoś tak mi się nie zasnęło... O dziwo potem wszystko było w porządku..tylko przed ostatnią Fizyką...właśnie totalnie mnie rozłożyło i mam za swoje...
Jutro rano o 8:38 mam pociąg... o 11 zgarniam z Poznania Kasię i wracamy razem do domku... och... Długi weekend.
W środę jest 12 listopada... :( nie będzie mnie już wtedy na pewno... więc na cmentarz nie pójdę... A dzień później ja mam urodziny... i też jakoś średnio to widzę... Smtno tak jakoś to wszystko... Nie chce mi sie...szczególnie że pierdyknie mi już drugie dziesięciolecie...
Ech...
bliżej niż dalej. Chociaż w sumie nie powinienem tak mówić... głupota takie zdania... Musze się chyba zastanowić nad niektórymi kwestiami...
Komentarze do wpisu
"2008-11-06 Wpis 160 - Matrix Rewolucje, Dlugi weekend, Systemy Binarne BCD8421 i inne...":
07 listopada 2008, 11:10:03
pisze się linuKSową, przez ks :D
(a i vista nie wykryła mi adaptera usb, a ubuntu tak :P )
i miałeś spać iść a nie znów Najwspanialszy Na Świecie Film oglądać, ukatrupię Cię jak Cię dorwę :P
:*
Dodaj komentarz: